Złów i wypuść – moja opinia

złów i wypuść

W tym artykule chciałbym poruszyć problematykę chyba najpopularniejszej i zdecydowanie najbardziej promowanej zasady wędkarskiej XXI wieku. „Złów i wypuść” (z ang. Catch and release) stało się w ostatnich latach hasłem przewodnim wielu wędkarzy, można powiedzieć, że nawet pewną filozofią, nurtem. Jak każda idea, również C&R ma swoich fanatyków, wyznawców, osoby neutralne i przeciwników.

Trochę o historii…

Wędkarstwo jest znane ludziom od tysiącleci jako jeden ze sposobów pozyskiwania niezbędnej żywności. Pisali o nim rzymianie, pisano również w średniowieczu. W dzisiejszych czasach jednak nazwalibyśmy to rybołówstwem, a nie wędkarstwem. Człowiek rozwijał się przez tysiące lat, a wraz z nim technika połowu ryb. Rozwój sprawił, że staliśmy się najlepiej wyposażonymi drapieżnikami na naszej planecie. Nastąpił również rozpad na rybaków oraz wędkarzy. Obecnie dużo łatwiej jest kupić rybę w markecie niż na nią zapolować. Świat zmienił się całkowicie, ale ludzie dalej pozostali zbieraczami i myśliwymi.

Złów i wypuść – mój stosunek

Śmiało mogę napisać, że jestem zwolennikiem zasady „Złów i wypuść”, ale nie jestem fanatyczny i nadgorliwy jeżeli chodzi o jej stosowanie. Myślę, że wypuszczam ponad 99% złowionych ryb, a ten 1% zabieram dla mojej mamy. W końcu dzika ryba ma o wiele lepszy smak niż te upasione, tłuste ryby ze stawów hodowlanych, które są dostępne na stoiskach rybnych. Uważam również, że sytuacja która ma w tej chwili miejsce na wielu grupach dyskusyjnych, jest niedopuszczalna. Nie może być tak, że gdy jakaś osoba zabierze wymiarową rybę w celach konsumpcyjnych, to spotyka się z niesamowitym hejtem oraz wyzwiskami ze strony fanatycznych wyznawców zasady „Złów i wypuść”. Z resztą jest o wiele więcej „zbrodni” popełnianych przez wędkarzy. Chociażby brak maty czy ryba położona na trawie w celu zrobienia zdjęcia. Nie daj Boże, abyś zapomniał napisać, że wypuściłeś rybę, a jak napiszesz to i tak nikt Ci nie uwierzy bo przecież nie ma filmu. Na pewno walnąłeś ją w łeb i wrzuciłeś do wora. Musimy szanować naszych przeciwników jakimi są ryby, ale nie popadajmy w skrajności. Wyciągamy rybę z wody, szybko ją odhaczmy, zróbmy pamiątkowe zdjęcie, dajmy buzi i wypuśćmy.

Oczywiście musimy też reagować w sytuacjach gdy „mięsiarze” łamią przepisy i pakują do reklamówki wszystko to co będzie miało pecha skusić się na ich przynętę. Niestety łatwiej jest „walczyć” przez internet z uczciwymi wędkarzami, niż w prawdziwym świecie zwracać uwagę na problem „mięsiarstwa”

Kto na tym zamieszaniu ze „złów i wypuść” korzysta?

Mam swoją opinię na wiele tematów, nigdy nie bałem się ich wyrażać choćby były niepopularne. Zdaje sobie sprawę, że niektóre z nich nie przynoszą mi zwolenników czy przyjaciół. Nie mniej jednak pozwolę sobie wyrazić moje zdanie na temat grup, które czerpią korzyści dzięki fanatykom „Catch&Release”.

1. PZW

Ciężko znaleźć wędkarza, który lubiłby i szanował instytucję odpowiedzialną za piękne polskie wody i ich rybostan. Nieudolne gospodarowanie, pieniądze wędrujące do kieszeni zamiast na utrzymanie wód i zarybienia, „betonowe” struktury zarządów, to tylko niektóre z zarzutów kierowanych w stronę PZW. Teraz zastanówcie się kto ma większy wpływ na ilość ryb w Polsce. Wędkarz zabierający od czasu do czasu złowioną rybę czy PZW? Tymczasem fanatycy całą odpowiedzialność za brak ryb przerzucają na wędkarzy, którzy od czasu do czasu zjedzą złowioną rybę.

2. Firmy wędkarskie

Duże firmy, utrzymujące się na rynku mają to do siebie, że reagują na wszelkie trendy na czas. Tych, które tego nie robiły już nikt nie pamięta. Wielcy gracze na rynku sprzętu wędkarskiego zacierają ręce widząc skrajności do jakich doprowadza kult „złów i wypuść”. Przecież każdy prawdziwy wędkarz potrzebuje specjalnej wędkarskiej maty, która nie tylko jest bezpieczna dla ryb, ale także dodaje im +10 do siły. Jak chcesz być prawdziwym wędkarzem to musisz używać specjalne trzy razy droższe szczypce i rozwieracz, które nie tylko nie skaleczą ryby, ale także od razu zagoją ranę po haczyku. Zwykły podbierak? Nie, nie, prawdziwy wędkarz musi posiadać podbierak ze specjalnej wędkarskiej gumy.

3. Kłusownicy

To jest według mnie prawdziwy problem naszych wód i prawdziwa plaga w ubiegłym wieku. O ile sieci jeszcze nie wyrządzają tak wielkich szkód, to już kłusowanie prądem niesamowicie przetrzebia ryby w zbiornikach zabijając narybek. I znowu na wszelkich grupach zabranie ryby przez wędkarza, który ma do tego prawo spotyka się z o wiele bardziej negatywną reakcją niż wieści o kłusownikach. Zamiast oskarżać o brak ryb tych, którzy faktycznie są temu winni, zrzuca się wine na tych biednych wędkarzy, którzy chcieliby mieć smaczną i zdrową rybę na stole.

Podsumowanie czyli co dalej ze „złów i wypuść”

Szanowni koledzy po kiju. Niewątpliwie C&R jest zasadą korzystną dla naszych wód i możliwością, aby każdy z nas dołożył cegiełkę do stanu polskich jezior i rzek. Apeluje jednak o zdrowy rozsądek w jej przestrzeganiu i niepopadanie w fanatyzm. Zabieranie ryby od czasu do czasu nie jest zagrożeniem. Niech hasło „złów i wypuść” jednoczy nas zamiast powodować podziały. Walczmy z nieudolnym PZW, kłusownictwem i mięsiarstwem, zamiast prowadzić bitwy między sobą.

Damian Miszczyk

Ostatni film: https://www.youtube.com/watch?v=hJ38env3ouU
Poprzedni artykuł: http://fishingwro.pl/2019/11/woblery-kleniowe/

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Author website

FishingWRO

Trzech pasjonatów wędkarstwa chcących podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z kolegami po kiju.

Jeden komentarzDodaj komentarz

  • Generalnie zgoda a fanatyzm nie prowadzi do niczego dobrego w każdej dziedzinie .
    Sam mam kilku kolegów , którzy po prostu lubią zjeść świeżą rybkę i czasami wezmą jakiegoś większego leszcza , ale nie napełniają zamrażarek jak to lubią robić niektóre dziadki .
    Na szczęście widać fajny trend C&R wśród młodszego pokolenia wędkarzy bo często są to ludzie wykształceni , dobrze zarabiający , którzy wolą zrobić fotkę ryby i wypuścić niż widzieć ją skwierczącą na patelni .
    Natomiast jeśli chodzi o nakręcanie koniunktury na zakup akcesoriów typu maty , podbieraki etc. to bym nie przesadzał , ponieważ zarówno ja jak i wielu moich znajomych wypuszczamy ryby w wodzie bez wyciągania na brzeg , często nawet nie dotykając ich ręką . Oczywiście pomagają w tym haki bezzadziorowe , do których stosowania zachęcam wszystkich kolegów łowiących wg C&R oraz w miarę sprawne posługiwanie się wypychaczem lub szczypcami . Czasami /niestety na wodach PZW niezbyt często/ gdy złowię rybę którą chcę sfotografować to kładę ją w podbieraku na jakimś kawałku miękkiego podłoża /jakaś trawa itp. a nie żwir czy kamienie!/ robię fotkę i do wody .
    Połamania .

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie upubliczniony. Pola obowiązkowe są zaznaczone *